Kamil Jakubowski: żyję z pasją!

 

Kamil Jakubowski pewnym krokiem przemierza długą salę polonistyczną i zapraszany przez nauczycielkę zajmuje miejsce za biurkiem. Najwyraźniej ta sytuacja mu wyjątkowo odpowiada. Uczniowie patrzą zdumieni i usiłują w myślach zgadywać: „kto to u licha jest?”. Kamil jest wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną. Wygląda dojrzale. W sali zapada cisza, w powietrzu unosi się napięcie.

– Dzień dobry, kochani. Cieszę się, że mogłem się dziś z wami spotkać. Jestem absolwentem tej szkoły i chcę wam opowiedzieć o moim życiu zawodowym po technikum weterynarii, oczywiście jeśli nie macie nic przeciwko – mówi.

Uczniowie chcą słuchać. Pewnie niektórzy domyślają się, że oto przyszedł do nich kolejny prymus, który ukończył wyższą uczelnię z wyróżnieniem i teraz wiedzie życie spełnionego lekarza weterynarii.

– Zanim powiesz, Kamilu o tym, co działo się w twoim życiu po szkole, powiedz, jak wyglądała twoja edukacja tutaj – wtrąciła nauczycielka.

– Łatwo nie było. Cierpię na zespół Aspergera, który jest zaburzeniem rozwojowym, zaliczanym do spektrum autyzmu. Objawia się on nerwowością, trudnościami adaptacyjnymi, generalnie było mi w szkole trudniej niż innym uczniom.

W sali zapanowała jeszcze większa cisza.

– A co możesz powiedzieć o swoich relacjach z nauczycielami i rówieśnikami? – pyta polonistka.

– Pyta pani o nasze dyskusje na polskim? – podśmiewuje się Kamil. – To raczej pani powinna powiedzieć o swoich relacjach ze mną – gość jest wyraźnie żartobliwie nastawiony. – No dobra, teraz na poważnie. od dziecka wiedziałem, że to musi być weterynaria, dlatego chciałem dostać się do tego technikum. Obawiałem się, czy zostanę przyjęty z powodu mojego schorzenia, ale nie chciałem niczego zatajać. Spotkałem się tu z wyjątkową przychylnością. Były zwarcia, oczywiście, to zdarza się każdemu, ale rówieśnicy zaakceptowali moją odmienność i byli wobec mnie bardzo koleżeńscy. Nauczycielom tez raczej nie sprawiałem kłopotów – mówi Kamil.

– Kamilu, nie bądź taki skromny. Opowiedz o wykładzie na temat inseminacji, który przedstawił u nas specjalista ze Stacji Hodowli i Unasieniania Zwierząt w Bydgoszczy oraz o twojej aktywności podczas tych zajęć. – drąży nauczycielka.

– Eeee, nie wypada mi się chwalić – Kamil jest wyraźnie zmieszany.

– Dobrze, to ja wam opowiem – kontynuuje wywód nauczycielka – podczas tego wykładu Kamil zwrócił wykładowcy uwagę na błąd w oznaczeniach rasy buhajów. Wtedy specjalista rzucił się do katalogów, by sprawdzić, jak jest w istocie i oniemiał z wrażenia, że Kamil miał rację. Lekarze weterynarii z naszej szkoły ufundowali Kamilowi specjalną nagrodę na koniec roku za wyjątkową pasję, z jaką podchodził do przedmiotów zawodowych.

– Tak. Pamiętam. Jestem za to wdzięczny. Dziś pracuję w klinice weterynaryjnej i studiuję zootechnikę na Uniwersytecie technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy. Swobodnie poruszam się wśród leków w ramach posiadanych uprawnień technika weterynarii. Potrafię diagnozować, szef jest ze mnie zadowolony. Dobrze mi idzie na studiach – mówi rozpromieniony absolwent.

– Znów twoi młodsi koledzy mogą pomyśleć, że wszystko ładnie, pięknie w twojej edukacji wyglądało. A jak z maturą?

– Cóż. Maturę zdałem za trzecim podejściem – westchnął.

– A jaki przedmiot zdałeś jako pierwszy? – pyta rozentuzjazmowana polonistka.

Oczywiście, że język polski, pani profesorśmieje się Kamil. – Nie traćcie determinacji. Chcesz czegoś, to po to idź z uporem, nie oglądaj się na przeszkody, tylko je pokonuj, nie marudź, że trudno, że nie ma motywacji. Po prostu działaj – apeluje Kamil. Macie coraz więcej możliwości, dzięki technologiom jest coraz lepszy kontakt z nauczycielami. Korzystajcie z tego.

Po minach uczniów widać, że Kamil rozniecił w nich ducha pasji. Z ochotą pozują do pamiątkowej fotografii. Dwie uczennice zostają jeszcze w sali, by prywatnie zamienić z Kamilem parę słów. No, tego to się gość nie spodziewał, ale oczywiście z radością przystaje na propozycję.

Nie wiadomo, co zaszło za zamkniętymi drzwiami.